czwartek, 25 sierpnia 2011

Gezuar Ramazanin - czyli z badań na życiem religijnym narodu albańskiego w lekko nostalgicznym tonie

Jakby ustawili dekoracje – pełne blichtru sklepy z błyszczącymi wystawami, gigantyczne hotele, wystawne restauracje, modne kawiarnie, okazałe, wręcz monstrualne, wille, roztrąbione orszaki ślubne, przeszklone wieżowce, niekiedy leciwe, lecz zawsze wypucowane i błyszczące mercedesy, dudniące dyskoteki, odstawione dziewczyny, meczety grzmiące azanem, kościoły z wyniosłymi dzwonnicami - wszystko od nowa zbudowane; po komunizmie widocznie nie było nawet co naprawiać, co najwyżej można było odnawiać nieliczne nieponiszczone zabytki. A więc ustawili to wszystko, potem siedli (oczywiście przy espresso w jednej z niezliczonych kawiarni) i pomyśleli: no i mamy to wszystko, no i ... no właśnie: no i co, no i po co, i co dalej?

Stara i nowa Albania. To z lewej to ruiny fabryki tajnej fabryki amunicji w Poliçan, to z prawej stało przy drodze Berat - Fier.

Zresztą jaki się pod tymi dekoracjami prawdziwy Albańczyk kryje, to tak z perspektywy turysty nie za bardzo widać.

***
Religia? Islam? No tak, w większości muzułmanie (w tym po części bektaszyci, reszta to prawosławni i katolicy). Meczety niby odbudowali (w każdej większej wsi jeden jest), do OIC wstąpili, z okazji ramadanu wywieszono transparenty, co prawda nieliczne (z tytułowym znaczącym „Chwała ramadanowi”), w telewizji prezydent złożył życzenia, mufti też miał krótkie wystąpienie, i nawet mignęła ramadanowa reklama coca-coli.

Wyobraźcie sobie jednak najmniej religijne miasto w najmniej religijnym kraju muzułmańskim jaki znacie (ja wybieram „gavur Izmir” w Turcji). I to miasto byłoby w Albanii najbardziej religijnym miastem, z poprawką, że kwestia dotyczy jedynie 70 proc. ludności, bo reszta to chrześcijanie. A w zasadzie może i 50, bo przecież bektaszyci.

Albo może inaczej: może to islam nominalny jak katolicyzm we Francji? Nie, bo w Albanii władza (szczególnie aktualnie rządzącej Partii Demokratycznej, bo socjaliści to już mniej) raczej jest przychylna religii. Więc może porównanie z protestantyzmem w Szwecji byłoby na miejscu? Choć jednak Albańczycy, mimo wszystko, są bardziej przejęci swoją religią.

A więc w większości to – jak sami się określają – „muzułmanie z urodzenia”. Sunnet (obrzezanie), czy dżenaze (pogrzeb) – no ewentualnie. Meczet – można zajść w bajram (święto).

Nie to, co Albańczycy z sąsiedniej Macedonii. Tam nawet na stacjach benzynowych przy drogach przelotowych są meczety, jak by ktoś chciał się pomodlić. No a przede wszystkim w Macedonii mają te przepyszne wędliny halal, których znów przywieźliśmy pełną lodówkę.

A może to albańskie mówienie „no tak, jestem muzułmaninem, bo moi dziadkowie byli muzułmanami" zostało wyniesione z epoki Envera Hodży, kiedy do religii nie można było się przyznawać? A jednak ogarnia niewypowiedziany smutek przy muzułmanach kompletnie niezainteresowanych swoją religią. Z drugiej strony strach przy tych zainteresowanych za bardzo...

Co gorsza jednak, takie przyznawanie się do religii, bez jej praktykowania może prowadzić do identity politics, dzielenia się społeczeństwa wedle nominalnej przynależności religijnej i tarć między tak powstałymi grupami, jak choćby kilkanaście lat temu w niedalekiej Bośni. Jest pewne przeświadczenie – przyszłość pokaże na ile prawdziwe – że „religią Albańczyków jest albańskość”, jak stwierdził jeszcze w końcu XIX wieku Pashko Vasa, jeden z twórców rilindji, albańskiego przebudzenia narodowego. Ale sto lat temu napięcia między wyznaniami wśród Albańczyków bywały, czy to bojkoty katolickich sklepów w obecnie kosowskiej Gjakovie, czy konflikty katolickich chłopów z muzułmańskimi właścicielami ziemskimi. Miejmy nadzieję, że nie wrócą.

***
A takie zwyczaje – na ile należy wiązać je z islamem (czy nam się podobają czy nie)? Wieprzowiny w wielu miejscach nie podają; ze zwierząt domowych najwięcej mają zamiłowania nie na przykład do psów, a do egzotycznych ptaków – często w sklepie czy restauracji wisi klatka z..., czy to papugi, czy kanarki to ja się nie znam, zupełnie jak w jakimś Afganistanie, gdzie też kochają ptaki; w toalecie używają wodę, a przed wejściem do niej stawiają klapki; to tu to tam zrobią cieśme, źródełko, z wodą do picia; niepełnosprawni nie są pochowani po domach, a normalnie funkcjonujący; w setkach kawiarni siedzą głownie mężczyźni, piją mało, jeśli już to piwo 0,3 lub stopkę rakiji, zresztą bogate życie kawiarniane zamiera tak o 23; jeśli mężczyzna sprzedawca lub kelner coś załatwia, to z mężczyzną, nie z kobietą; spodnie u mężczyzn nawet jeśli krótkie, to zawsze za kolana, także w nadmorskim kurorcie, Sarandzie (a tam polska wycieczka, biuro podróży z Bielska-Białej - jak kto zainteresowany, dojazd niestety autokarem); w modzie kobiecej wpływu islamu nie zauważyłem, wręcz przeciwnie (choć może te dziewczyny w ciut dłuższych spódniczkach to z muzułmańskich rodzin?).

Każdy się zresztą może ubierać jak chce (i nawet jakaś część mnie cieszy się z długości, a raczej krótkości, spódniczek albańskich dziewcząt). Ale zastanawia mnie - co tymi dziewczynami kieruje? Chyba osamotnienie jakieś bezbrzeżne.

No a poza tym Albańczycy są bardzo rodzinni, gościnni i pomocni wobec odwiedzających, a także godni zaufania w kontaktach codziennych – czy to sklep, czy restauracja, czy muzeum, czy człowiek napotkany na ulicy (choć już nie zawsze w stiricté turystycznych destynacjach). W tych destynacjach brak też (mam nadziej, że nie: jeszcze) zwykłych w takich miejscach, także w sąsiedniej Macedonii, namolnych naganiaczy.

A do tego Albańczycy są jednymi z bardziej dzieciatych w Europie.

Nie wiem, z czego te wszystkie zwyczaje – rozpowszechnione też w innych krajach muzułmańskich – zdaniem Albańczyków wynikają, na tyle głęboko jako turysta przejazdem nie wniknąłem. Może po prostu uznają, że tak się robi, taka tradycja? Nie sądzę bowiem, by wiązali je z religią. Raczej taka metafora byłaby tu prawdziwa: pęk łodyg wyrósł z jednego korzenia religii, korzeń ów zniknął, jednak poszczególne łodygi pozostały.

***
Ale jeśli chce się praktykować to to, co potrzeba znajdzie się w każdym miejscu: azan, czasem tylko nikły, w sklepach wędliny halal, meczet, na ogół okazały i na głównym placu, z mniejszą bądź większą grupką praktykujących – pół na pół młodzi salafici, o czym niżej, oraz typowi meczetowi staruszkowie (u nich ujawnia się tradycyjny hanafizm – starszy imam w Berat recytował Koran jak starzy tatarscy imamowie w Polsce, młodszy, też hanaficki, już nie). Jednak tych, którzy się decydują na praktykowanie jest (na razie?) niewielka, choć rosnąca, mniejszość, na którą często patrzą dziwnie, nawet rodzina, szczególnie jeśli ta praktyka jest bardziej rozbudowana. Za to – ponieważ grupka wiernych często niewielka – atmosfera serdeczna, rodzinna.

***
Wiadomo, główną przyczyną zeświecczenia Albańczyków są rządy Envera Hodży, który – po dwudziestu latach i tak ciężkiego komunizmu – w 1967 ogłosił Albanię pierwszym państwem ateistycznym na świecie. Do konstytucji i kodeksu karnego wprowadzono odpowiednie zapisy, świątynie zamknięto, tak jak i księży oraz imamów.

Czysto spekuluję, że są może i inne czynniki spadku religijności prócz czterech dekad władzy Hodży: dziewiętnastowieczna rilindja, kiedy zbudowano ponadreligijną postać albańskości; laicyzujące rządy Zogu I w okresie międzywojennym (już wtedy był sprzeciw i emigracja części elit muzułmańskich); nachalne zachłyśniecie się światem materialnej konsumpcji po latach komunistycznej posuchy (jeszcze bardziej niż choćby w krajach byłego ZSRR, gdzie też to zjawisko silnie wystąpiło).

No i taka rozmowa – dobre i złe strony bektaszyzmu. „To wszystko przez ten bektaszyzm, to dlatego ograniczają się jedynie do palenia świeczek przy grobach świętych oraz przy kamieniach z domniemanymi odciskami ich stóp. Skąd zresztą niby taka liczba tych grobów? Czy ci zasłużeni dla islamu rzeczywiście w takiej liczbie występowali?” Jeśli chodzi o odciski stóp to widzieliśmy dwa - Sarı Saltuka - ten na poły mityczny uczeń hadżiego Bektasza, a może i Ahmeda Jassawiego zresztą zasłużony dla islamu był, oraz Abbasa ibn Alego.

Odpowiedziałem: „A może gdyby nie bektaszyzm to nawet tych grobów by nie odwiedzali? Taka ludowa, inspirowana sufizmem religijność to przecież często droga pierwszego rozprzestrzenienia się islamu, nie tylko w Albanii, ale na przykład na subkontynencie indyjskim. Zresztą po tych ludowych formach religijności trudno oceniać nauki bektaszyckich dede".


Rozbudowa Światowego Centrum Bektaszyzmu w Tiranie

Ale, jak się przyrówna wyrafinowane nauczanie dede do praktyki sprowadzającej się do odwiedzania grobów oraz innych świętych miejsc...

Moment, kiedy w Albanii ogarnęło mnie uczucie największego surrealizmu (choć z trochę innej perspektywy), też był związany z bektaszyzmem. Była to mianowicie rozmowa w teke w Kruj. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się rozmawiać o islamie po włosku, którego – zaznaczam – nie znam. Prorok to był il Profeta, meczet la moschea, a Eid la vacanza. W sumie, że włoski – zważywszy na masy Albańczyków pracujących we Włoszech oraz liczne inne więzy z Italią – nie powinno dziwić.

***
Będąc Albańczykiem pewnie z braku innego wyboru zostałbym salafitą – są wyraźniej bardziej zaangażowani i w większej liczbie, niż tradycyjni w Albanii hanafici. To wręcz jedyna naprawdę dynamiczna opcja. Może za tą pewną „nieśmiałością" hanafi kryje się przetrącenie karku przez komunizm, a i przez wcześniejszy okres, i stąd taka ich ostrożność?

A więc salafi – młodzi faceci z brodami, czasem samotni, czasem w grupkach (często na rowerze – hmm..., czyżby substytut wielbłąda?) z entuzjazmem reagujący na mój widok. Wielu takich, co wróciło z emigracji zarobkowej w Europie zachodniej i tam zobaczyło na czym polega praktykowanie islamu. A inni wrócili ze studiów w Arabii Saudyjskiej. Do tego sporadyczne dziewczyny w hidżabach. Choć więcej – nawet w miastach – staruszek w tradycyjnych albańskich białych chustkach, na wsiach czasem nawet w większości. Tak a propos te staruszki, i ci wspomniani powyżej meczetowi staruszkowie, to kwestia pokoleń – a raczej pokolenia, które odchodzi, czy też kohort – czyli, czy ci dziś młodzi, odstawieni, rozbawieni, też z czasem się jak ci staruszkowie staną?

A więc zostałbym salafitą i musiałbym się męczyć z jakimiś szejkami z przedmieść Tirany. O słyszałem o takim – szejk z dzielnicy Kombinat. Wyobraźnia już podpowiada mi – pewnie fałszywy – obraz. Postprzemysłowe blokowisko, przerdzewiała, na wpół rozebrana, fabryka, jakich wiele w Albanii, a w środku ni stąd ni zowąd meczet wnoszący sens, aczkolwiek sens surowy i nieco nieokrzesany, w postkomunistyczną anomię.

Niestety z powodu upałów (miasto leży w nagrzanej niecce wśród gór) nie obejrzeliśmy Tirany dokładnie i czy tak wygląda dzielnica Kombinat potwierdzić nie mogę. Trzeba przyjechać inną porą roku i długo spacerować po dzielnicach…

Pewien Bośniak powiedział mi dawno temu, nim jeszcze pierwszy raz pojechałem na Bałkany i zacząłem się nimi troszkę interesować, że "Albańczycy to albo muzułmanie na 100 procent, albo wcale".

***
Trwa więc powolne odtwarzanie instytucji i rytuałów religijnych. Już umieją się modlić, już organizują wspólne modlitwy, ale płynność w dużej grupie wciąż jeszcze świeża, niepewna: jak się sprawnie ustawiać w szeregi w licznej kongregacji, jak się modlić sunnę w większym tłoku, przy którym dokładnie słowie iqamy wstajemy do modlitwy... Ale z drugiej strony de-ateizacja nie jest zbyt gwałtowna – nie ma na przykład masowego powrotu do nadawania imion muzułmańskich, zakazanych, jak i chrześcijańskie, w czasach Hodży.

Meczet Ołowiany, przedmieścia Szkodry, 16 listopada 1990 r. – pierwszy azan po 27 latach ateizmu. W uroczystości uczestniczy Sabri Koçi zwolniony po 20 latach uwięzienia, wkrótce główny mufti odtworzonej wspólnoty muzułmańskiej; dwanaście dni wcześniej na katolickim cmentarzu także w Szkodrze o. Simon Jubani, również wypuszczony z wiezienia, odprawił pierwszą po latach ateizmu mszę.

Czasem miałem wrażenie, że jeśli gdzieś jest dar ud-dawa to właśnie w Albanii, że potrzeba tam jakiegoś ruchu powrotu do religii. Jak nie salafizmu to jakiegoś rodzimego jamaat-e tabligh, co to na pólkontynencie indyjskim tłumaczył, że islam to niekoniecznie jest li tylko szacunek i cześć dla grobów świętych mężów.

Nawet prawosławny ksiądz w Elbasanie z lekką nutą smutku pyta, dlaczego konwersje są na islam, a nie na chrześcijaństwo. Choć czytałem o popularności katolicyzmu wśród elit albańskich, także politycznych, co miało być sposobem okazania (czy sensownym, to inna sprawa), że stawiamy na opcję europejską. Ponoć nawet Ibrahim Rugova, przywódca kosowskiego ruchu niepodległościowego, skłaniał się w tę stronę.

Przy okazji taka uwaga ogólniejsza: po komunistycznym przyhamowaniu znów zaczynają się krystalizować niezależne od Turcji wspólnoty muzułmańskie – bośniacka (ta zresztą już od ponad 100 lat) i albańska (choć tu wielu własnych rzeczy jeszcze nie mają, ot na przykład rodzimej produkcji zegarów z czasami modlitw w meczetach – importują je z Turcji czy krajów arabskich; nie mówiąc już o częściowym szkoleniu za granicą imamów lub wręcz ich sprowadzaniu – jednak sądząc z liczby medres i wydziałów teologii ten okres się chyba powoli kończy).

Albańskie pełzające odrodzenie religijne trwa już lat piętnaście – może więc należy odwiedzić Albanię za kolejne piętnaście lat, by zobaczyć co ono przyniesie? A za dziesięć, dwadzieścia lat po pierwszej wizycie, Bośnię? Cały czas jednak mam wrażenie ślizgania się po powierzchni (jak i rok temu w Kosowie). Może czas więc na intensywne studia albańskoznawcze?

***
Na koniec bonus. Szedł starszy człowiek w czapeczce muzułmańskiej, z żoną w przewiewnej, ale chustce, powiedziałem „salam alaikum", coś zamruczał. Potem słyszę: rozmawiają (chyba) po szwedzku. Czy teraz w jakimś skandynawskim blogu podróżniczym można przeczytać: „Byłem w Albanii, od słońca założyłem białą czapeczkę, co to ostatnio są modne, a ja swoją kupiłem rok temu na wycieczce w Egipcie, i jakiś facet wziął mnie chyba za muzułmanina bo mi >>salam alaikum<< powiedział. Może też prowadzi bloga i opisuje w nim spotkanie z jakimś muzułmańskim gburem, co mu nawet na pozdrowienie nie odpowiedział?"

***
Coś więcej?
Islaminalbania.com – większość po albańsku, ale google translate działa;
Adem Ramadani – moje ulubione albańskie ilahi;
Ramiz Zekaj’s, „The Development of Islamic Culture among Albanians in the 20th Century" – kupiłem kiedyś, bodaj właśnie w Bośni, i teraz się troszkę przydało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz